Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koseccy - bąkowscy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koseccy - bąkowscy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 czerwca 2014

środa, 12 marca 2014

intymnie

Płakałam, lecz tym razem ze szczęścia. Każde jego rozkoszne pchnięcie przyjmowałam z miłością i ze wzruszeniem. To coś niesamowitego dzielić się życiem z ukochaną osobą.

Dzień podjęcia tej decyzji zawsze nieuchwytnie majaczył gdzieś przede mną. Tymczasem dzisiaj to już historia. Milowy krok na przód.


Cały dzień chodziłam roztargniona i dziwnie podekscytowana. Nie mogłam się na niczym skupić i tylko jedna myśl nieustannie dźwięczała mi w głowie ''czy już jestem w ciąży?''. I w tedy powoli , jakby za zasłony przedzierało się słońce, zaczęło to do mnie dochodzić. Już od dawna chciałam zostać matką, jednak nie dopuszczałam tej myśli do siebie. To znajome kłucie w sercu na widok okrągłego brzuszka zdradzało jednak prawdę.
Cały dzień i całą noc biłam się z tymi myślami ,aż wreszcie postanowiłam z siebie to wyrzucić i w tedy jakby kijem przez łeb , uderzyła mnie cała prawda. To nie dziecka tak bardzo pragnęłam , tylko poczucia że jestem coś warta. Myślałam, że dzięki dziecku poczuję się dorosła ,że będę potrafiła wyrazić własne zdanie i zawalczyć o swoje. Może i moja matka nareszcie powiedziała by mi, że jest ze mnie dumna, że w końcu udało mi się coś dobrze zrobić.
Nigdy nie sądziłam ,że będę chciała zajść w ciążę z takich pobudek. Boże ,tak mi przykro :( Tak mi jest wstyd, wstyd tego, że swoje szczęście nadal uzależniam od kogoś lub czegoś.

Jest część mnie która po prostu chce podzielić się życiem, która pragnie pokazać tej maleńkiej istocie jaki świat jest piękny, że życie może być błogosławieństwiem, a nie tylko pasmem nieszczęść i smutków, że ludzie potrafią być są wspaniali, pełni empatii i radości którą chcą się dzielić z innymi. To wszystko chcę Ci pokazać. Chcę Cię nauczyć kochać i cieszyć się ze śpiewów ptaków, ze słonecznych promieni budzących o poranku , z zapachu świeżo ściętej trawy i dotyku ukochanej osoby, więc jeśli masz ochotę , zamieszkaj proszę pod moim sercem.

♥

poniedziałek, 17 lutego 2014

golden boy


Mam zajebistego męża ,ale rzadko o tym komuś mówię. Po pierwsze mało kto by uwierzył w takie 'love story' , a zresztą kto chce słuchać o cudzym szczęściu? No bo na pewno nie ja, ha! :p W każdym bądź razie, to dzięki niemu myślę że jestem poetką ;P


dla ciebie skarbie  ♥

 nie o sobie

nienażarta dupa ma
tylko czeka końca dnia
by coś wszamać
ukryć w dziobie
gruba suka
sąsiad powie
tylko nie wie że tak bywa
dżins na tyłku się rozrywa
lecz samotność boli bardziej
lepiej słodkie niż nóż w gardziel

niedziela, 9 lutego 2014

spenialiśmy

Niedzielny poranek. Jest cicho i leniwie. Najlepszy czas na sex. Spontaniczna decyzja i przyspieszone bicie serca....spenialismy.

Czasem wolała bym nie musieć podejmować tak odpowiedzialnych decyzji wiążących na całe życie. Bo co jeśli nie będę potrafiła zaakceptować swojego ciała? Co jeśli nie dam rady wcielić się w rolę matki?
Może jestem niedojrzała, a może po prostu boję się wychylić nosa po za swój wygodny słoik.

piątek, 13 grudnia 2013

czy to jest miłość czy to przywiązanie

Mieszkamy razem już ponad 6 lat i muszę przyznać ,że jeszcze nigdy nie byłam tak niesamodzielna!

* podaj to
* odłóż tamto
* wymasuj stópki
* wstaw wodę na herbatę

Oczywiście całe to wyzyskiwanie odbywa się za zasłoną miłych słówek:

* proszę skarbie
* dziękuję skarbie
* kotku mógłbyś....?

Na swoją obronę mam tylko to ,że i Bartek też się tak rozdziadował. ( marne mi to usprawiedliwienie :/ )

Także mieszkamy pod jednym dachem i wysługujemy się sobą każdego dnia. Z lenistwa, z wygodnictwa, z przyzwyczajenia?
Smutne, i przyznaję że ( o dziwo! ) nie jest mi z tym dobrze. Trzymam w ręku smycz i sama na niej jestem.
Zdałam sobie z tego sprawę kilka miesięcy temu kiedy to Bart wyjechał na dwa dni ,a ja byłam zdana sama na siebie. Boże, co za wolność!!! Czułam się z tym wspaniale! Oczywiście odbiło mi się to poczuciem winy i wyrzutami sumienia, ale co użyłam to moje , ha!
Od tamtej pory zaczęłam sobie zadawać pytanie o prawdziwość moich uczuć względem człowieka , którego nazywam moim mężem.

Czy to jest miłość czy to przywiązanie???


PS:  Kiedyś trzeba było zdawać pełne sprawozdanie rodzicą: Gdzie? Z kim i o której? Dzisiaj rodzica zastąpił partner, który staje się wyrocznią i złem koniecznym.
I my śmiemy się nazywać dorosłymi? Pfi! Stuknięci jesteśmy i tyle!

czwartek, 12 grudnia 2013

gówno a nie przeznaczenie

Z racji tego , że wierzę iż to my sami kreujemy swoje życie , wymyśliłam sobie taką oto wizję:

Jest chatka, z dużym ogródkiem. Jest drzewo, trwa, jakieś kwiatki. Pod płotem w grządkach grzeją się na słońcu sezonowe warzywa ( ale to chyba nie w Irlandii ) - kilka marchewek, sałata , cebula.
Siedzę na kolorowym leżaku z zeszytem i ołówkiem w ręce. Właśnie zastanawiam się nad rymem do słowa - karmazynowy. Ach...to będzie słodko-erotyczny wiersz, serii tych pisanych pod wpływem płodnych dni. Tymczasem mała banda dzieciaków ( trójka konkretnie ) szuka dżdżownic pod drzewem. Małe oblechy! Mówiłam im , że tata raczej nie będzie jadł glizd na obiad, ale może nasze nimfy się skuszą także niech szukają dalej.
W piecu ( a ściśle mówiąc w kuchence elektrycznej ) wypiekają się kolejne elementy zdobieniowe do moich plastycznych prac. Gdzieś tam w pokoju schnie obraz. Nie czaje, zdaje się że nikt nie zrozumiał mojego przesłania. No cóż, wybaczę im. W końcu nie każdemu dane jest by zrozumieć artystę ha! 
Po za swoją pracą której poświęcam dwa dni, jestem mamą na full time, a także raz w miesiącu sprzedaje swoje prace na lokalnym bazarze.
Dla Ciebie skarbie też jest miejsce w moim świecie :) Jesteś wspaniałym mężem i kochającym tatą. Dzieci Cię ubóstwiają.  Uwielbiam nocami, kiedy bachory już śpią, wymykać się na tyły ogrodu i kochać namiętnie przy świetle ( o dziwo nie księżyca - to by było na zbyt romantyczne ) lampy , łypiącej zza płotu sąsiada.
Czas płynie wolno, są gorsze dni i te lepsze, oraz takie kiedy tylko gromki śmiech wypełnia nasz dom :)

Kocham ♥

piątek, 15 listopada 2013

Bartek Cygan radzi czyli z Buddą pod jednym dachem

Z Bartkiem jestem już od ponad 9ciu lat, a dopiero teraz jego nauki zaczynają mieć dla mnie sens. Co więcej, kiedyś to proste myślenie było obiektem moich żartów:

- Wiesz czemu masz taki mózg? Pytam Barta wskazując na obręcz stworzoną z moich palców, nie większą niż objętość orzech włoskiego. - Bo Ci spuchł , ha ha ha! :P

O ironio! Aż mi teraz wstyd, że śmiałam nazywać siebie mózgo-matką.

No więc mój Budda mówi: ''nie myśl'' , ale dla kogoś takiego jak ja, co myśli 24h na dobę, stresuje się, martwi i stara się czytać ludzią w myślach , takie proste zdanie brzmi jak herezja!
Nie myśl. Ha! To ci dopiero! To tak jakby ktoś kazał mi przestać oddychać. Ile wytrzymam? 30 sekund? 40 max. Jednak że, jestem już po kilku tysiącach godzin omawianych problemów z moim prywatnym Buddą, takie proste myślenie zaczyna być mi coraz bliższe :)
I tak wraz we współpracą Bartka Cygana aka Budda, powstała metoda białej kartki.
Chodzi o to by wyobrazić sobie białą kartkę, ścianę albo pokój, który jest twoim umysłem, przy czym wszystkie myśli to śmieci walające się po kątach. Coś leży tu, coś tam. Ściany są całe zamazane, a w rogu pod sufitem coś zaczyna gnić. Generalnie burdel na kółkach. No więc, za każdym razem kiedy przyłapię siebie ( a to też jest nie lada wyczyn! ) na zaśmiecaniu mojej głowy, włączam taki wyimaginowany wielki odkurzacz i wsysam to całe ścierwo. I już nie myślę ;p Bo po co się zamartwiać skoro i tak wszyscy umrzemy, ha! :D

PS: Cała procedura wydaję się być dziecinnie prosta , ale myśli mnożą się jak grzyby, więc trzeba być cały czas czujnym ,by pod koniec dnia nie zostać z bałaganem w głowie.


wtorek, 12 listopada 2013

działamy - czyli jak sobię radzę z przyzwoleniami

O przyzwoleniach pisałam już wcześniej -> kliknij tutaj <-. Tym razem chcę się podzielić tym, co dotychczas udało mi się w tym kierunku zrobić.
Otóż wielka akcja pod tytułem " przyzwolenią mówimy NIE!" trwa już prawie miesiąc (i pewnie potrwa kolejny :P)  Ale do rzeczy. Oto plan działania jaki stworzyłam sobie na początku tej akcji.


Podzieliłam dom na pięć stref : kuchnia, łazienka, przedpokój, sypialnia i duży pokój, po czym rozpisałam na kartce ( patrz zdjęcie wyżej ) wkurzające rzeczy dotyczące danego obszaru. Co prawda nie wyznaczyłam sobie jakiejś konkretnej daty na ukończenie tej listy, ale wywiesiłam ją w widocznym miejscu, więc za każdym razem kiedy mój wzrok napotkał tą białą kartkę zaczynała boleć mnie głowa ;p I tak powoli kolejne pozycje znikały z listy :D

Wczoraj pomalowaliśmy duży pokój. Ja dzisiaj ,z racji tego że miałam wolne, mogłam zająć się odświeżaniem przedpokoju i sypialni. Ponadto ,przez ten cały okres sprzątania nagromadziłam 3 wory ubrań, w których już dawno nie chodziłam i kilka worków pierdół znalezionych w różnych szafkach , na półkach i pod łóżkiem (wtf?). O wyniesionych śmieciach już nie wspomnę ,bo też się tego TROCHĘ nazbierało.
Za każdym razem, kiedy przeglądałam jakieś rzeczy starałam się działać bez skrupułów, ale coś mi mówi ,że za czym się przeprowadzimy to jeszcze wywalę połowę tego co teraz fartem ( nie mylić z prukiem ) zostało oszczędzone :p

WNIOSEK: Nawet sobie nie zdawałam sprawy w jakim barłogu żyłam!!!

czwartek, 7 listopada 2013

bo każda okazja do śwętowania jest dobra

Wczoraj minęło 6 lat odkąd powiedziałam TAK przy Dublińskiej rzece Liffey i przyjęłam za duży pierścionek, ha! :D

Wczorajszy wieczór upłynął nam przy kolacji i luźnych pogawędkach o wpływie szybkiego rozwoju techlonogi  na dzisiajsze społeczeństwo i relacje międzyludzkie. Nie obyło się też bez zonka! Ktoś nakrył moje gołe dupsko w pozycji na małysza w damskiej toalecie , bo źle zamknęłam drzwiczki! Haha! Teraz się śmieję, a wczoraj wyleciałiałam z tej restauracji jak wystrzelona z procy :P

A oto jak Koseccy zmienili się w ciągu tych 6ciu lat :D








piątek, 13 września 2013

karny klaps w dupsko - czyli jak oduczyć się niezdecydowania

Chcesz herbaty? - Nie wiem.
Masz na coś ochotę? - Nie wiem.
Co myślisz o tym? - Nie wiem.
O której wychodzimy? - Nie wiem.
Gdzie idziemy? - Nie wiem.
Tutaj zjemy? - Nie wiem.
A może...? - Nie wiem.


AAAaaa!!! Nie wiesz?! To ja Ci zaraz pomogę się dowiedzieć! Ciach! Słychać klaśnięcie i krótki okrzyk bólu. Nie wiesz nadal? Ciach! Klaśnięcie, krzyk, i już drugi poślad zaczyna się rumienić jak dziewica na dzwięk sprośnego słowa. Karny klaps w dupsko za każde niezdecydowanie.

I tak własnie w jeden dzień staliśmy się bardziej zdecydowani :)

Chcesz herbaty? - Nie w.....Tak! Tak, poproszę ;p


Hot tip: Metoda ta śmiało może posłużyć jako gra wstępna, jeżeli tylko siła klapsów nie spowoduje krwotoku z odbytnicy...Enjoy :D

piątek, 30 sierpnia 2013

bynajmniej

- Na którą idziesz jutro do pracy? - pyta mąż nieco z przekąsem, wiedząc iż zazwyczaj zaczynam pracę nieprzyzwoicie późno ''rano'' , bądź grubo po południu.
- Jutro mój kochany to ja mam wolne - odpowiadam , szczerząc się szeroko.
Mąż wzdycha z utęsknieniem , po czym pada komentarz - złota praca.

Mimo, iż praca jest złota, zdarza mi się czasem na nią ponarzekać. Dzieje się to przeważnie dwa razy w miesiącu. Przed okresem i tuż po wypłacie. Aha! Więc tu mnie boli!
Ale pytając siebie czy chciała bym zarabiać więcej i co za tym idzie więcej pracować, odpowiem zgodnie z prawdą , że nie. Bo po co? Stać mnie na to i na tamto,a że jestem ''żyłka'' to potrafię w bardzo rezolutny sposób zarządzać moimi wydatkami. Do tego na pewno też w jakiś sposób zasilam nasz rodzinny budżet, plus mam sporo wolnego czasu na wyłączność. Więc nasuwa mi się jedno pytanie: Czy to moja praca jest złota czy Twoja, skarbie??? ;)


czwartek, 29 sierpnia 2013

bąkowscy

Raz na jakiś czas w naszych rozmowach małżeńskich przewija się temat posiadania dziecka i pytania w stylu: kiedy?
Rozmawiamy o tym jakie są nasze preferencje odnośnie płci i wyboru imienia, jednakże na rozmowach się tylko kończy bo żadna ze stron nie wykazuje inicjatywy ,więc konkretne działania nie są w tym kierunku podejmowane.

Moja mama powiedziała mi kiedyś że dzieci nadają życiu sens.
Proszę Cię, czy życie samo w sobie nie powinno być sensem? A takie deklaracje brzmią dla mnie jak te w stylu:  będę szczęśliwa jak schudnę.
Czy chęć posiadania potomstwa nie powinna wywodzić się z wewnętrznego pragnienia do przekazywania radości z życia? Jestem szczęśliwa ,więc chcę się tym szczęściem dzielić. A może to tylko moja idealistyczna mrzonka?

Pytania same cisną się na usta: Czy była bym dobrą mamą  jeśli sama jeszcze emocjonalnie jestem dzieckiem? Czy dała bym swojemu dziecku miłość, zrozumienie i uwagę skoro sama sobie nie potrafię tego dać? Czy mam prawo mieć dzieci?

Od razu nasuwają mi się inne pytania , których tak chorobliwie się wstydzę ,ponieważ świadczą o tym jak bardzo jestem samolubna...No cóż, może te wypowiedziane poniekąd na głos będą miały mniejszą moc ,więc pytam siebie:

Czy mój mąż będzie mnie kochał tak samo? Czy będę jeszcze mu potrzebna? Czy nie przeleje całej swojej miłość do mnie na nasze dziecko? I czy ja będę go jeszcze kochać??? Czy może mając dziecko stanę się wreszcie spełnionaa i powiem: Panu już podziękujemy.


poniedziałek, 26 sierpnia 2013

siwa kostka i srebrny goryl

Kiedy mówię że Cię kocham znaczy to, że chcę mieć Cię w moim życiu i w sobie...

Chcę się z Tobą dzielić tym co mam, ale pamiętaj że siedzienie koło okna w samolocie jest moje! :)

Lubię z Tobą rozmawiać godzinami w kiblu. Lubię się śmiać i żartować z Tobą. Lubię klepnąć Cię z całych sił w gołe dupsko, a później uciekać lub przepraszać w obawie przed wendetą.
Lubię jak mówisz do mnie ''mała'' i całujesz przed wyjściem do pracy :)

Podziwiam Twój spokój i pewność siebie. Podziwiam to, że znosisz każdy mój pomysł z serii ''to jest to!'' i wspierasz nawet wtedy gdy chodzi o usunęcie tygodniowego tatuażu.

Kocham Cię za to, że jesteś ze mną a jednocześnie dajesz mi swobodę bycia sobą. Jesteś moim najlepszym przyjacielem.

Minusów też masz kilka, nie myśl sobie, ale one i tak wypadają blado przy tych wszystkich superlatywach :P

Kocham! ♥


niedziela, 4 sierpnia 2013

niestraszne wcale morskie fale ani ozonowa dziura

Wakacje , wakacje i po wakacjach. Ah...Portugala, piękne plaże, grillowane rybki i dzban słodkiej sangrii ze świeżymi owocami. Tak właśnie spędziliśmy naszą piątką rocznicę ślubu.


Poza plażowaniem, uprawianiem miłości , upijaniem się winem i objadaniem pysznymi potrawami , bawiliśmy się na maxa! Wyszmaciliśmy  się w aqua parku , na wielkich falach i na wodnej sofie ( tej ostatniej "przyjemności" nigdy więcej! :P) Gardło zdarłam 3 razy ale, co się naśmiałam to moje :D

 

W ostatni dzień postanowiliśmy iść na parasailing. Ale tam już nie miałam głosu żeby się wydzierać. Jedyne co mi pozostało tam na górze to się posrać :D ( pozdrawiam Marka, dzięki za ostatni komentarz! )




poniedziałek, 22 lipca 2013

pięć lat jak w mordę strzelił

W swoim życiu podjęłam kilka takich decyzji, z których jestem cholernie zadowolona i za każdym razem , gdy patrzę wstecz myślę, że lepiej zrobić nie mogłam :)
Jedną z tych najlepszych a zarazem największych decyzji było wyjście za mąż za mojego przyjaciela z liceum. 2-go sierpnia minie 5 lat odkąd jesteśmy małżeństwem.
Czy to nie paradoks iż mino tych złych doświadczeń wyniesionych z domu potrafiłam związać się z mężczyzną i stworzyć z nim związek partnerski? A może to właśnie nazywa się powołaniem? :p

Kocham i jestem szczęśliwa że jesteś!