sobota, 12 października 2013

dzień 4

Leci jak krew z anusa...

1. Wstałam wcześniej i przygotowałam sobie lunch na kurs.
2. Dobrze mi poszło przeprowadzenie próbnego treningu personalnego z klientem.
3. Byłam śmiechulą :)
4. Współne wieczorne wyjście na pizze.
5. Zajęłam drugie miejsce ( z dwóch ,ha! )w scrabble po angielsku.


piątek, 11 października 2013

dzień 3

Wstaję rano i już głowa pracuje mi na pełnych obrotach. Co mogła bym zrobić dla siebie? Czym bym mogła się zaskoczyć? Co by tu wymyślić?
Fajnie jest jak rzeczy wyjdą mi naturalnie, albo jak lekko się popchnę do czegoś ,ale nie żeby na siłę cudować byle by mieć co wieczorem napisać :/ Sama już nie wiem. Chyba dosięga mnie pierwsze zniechęcenie. Może powinnam zacząć dostrzegać mniejsze rzeczy? W każdym bądź razie prezentuję mój dzisiejszy top 5:

1. Zafundowałam sobie poranek w spa.
2. Kupiłam sweter i po 5ciu minutach od odejścia od kasy wróciłam się by go wymienić. I nie ,że chwalę się własną głupotą, pragnę tylko zaznaczyć, że nie bałam się zmienić swojej decyzji. Normalnie pewnie bym pojechała z tym swetrem do domu i wymieniła go za kilka dni, ha!
3. Zaufałam sobie - to też jest coś nowego. Jestem sobie na zakupach a tu nagle sms od szefa ,w którym prosił mnie bym coś zrobiła. Od razu dostałam mini ataku serca, bo myślę sobie - O kurwa! Czy ja powinnam być teraz w pracy? Jednak udało mi się przywołać siebie do porządku :)
4. Po mimo tego, że myślę iż ten pomysł z rozbrojeniem Kulfona staje się coraz głupszy nadal próbuję...
5. Zaskoczyłam siebie własnym wyborem. Nabyłam czerwone buty! Ha!


czwartek, 10 października 2013

dzień 2

Jest moc! Jestem bardzo zmotywowana do działania! Już od rana wyczekiwałam z ekscytacją momentu , w którym się zaskoczę. Oj Kulfon, jak tak dalej będzie to pójdziesz z torbami ty mały draniu! ;p

Często mam tak, że w pracy naprawiam cudze błędy. Kombinuję, kręcę i wyginam się by coś naprawić w obawie przed niezasłużoną karą, bądź krytyką. Po prostu boję się, że coś będzie na mnie, coś czego wcale nie zrobiłam, więc zapobiegawczo przysparzam sobie więcej pracy. Ale dzisiaj było inaczej. Dzisiaj się przemogłam. Więc zapiszę to jako nr jeden.

1. Nie kombinowałam :)
2. Pochwaliłam się, za to że udało mi się przemóc
3. Stworzyłam dwa kolejne wiersze (chyba mam flow :D) i zarejestrowałam się na portalu poetyckim.
4. Zrobiłam trening.
5. Wykąpałam moich ptasich przyjaciół. A że nie robię tego często ( mam nadzieję, że tym stwierdzeniem nie narażam się obrońcą zwierząt) ,zaliczę to do moich osiągnięć, ha!



wiersz


 XXI wiek

Stoję naga wśród tysiąca betonowych drzew
Bezimienna zniewaga, serce jak ciernisty krzew
Zimny asfalt, ziemne niebo spogląda na świat
Smutne myśli i wspomnienia ukręcony bat
Hej koniku mechaniczny prestiżowy znak
Choć nam nic już nie potrzeba, wciąż czujemy brak
Zdrowe nogi, ręce, głowa, duszę mam kaleką
Zaślepiona w ludzi tłumie do szczęścia daleko...

środa, 9 października 2013

dzień 1

Co udało mi się dzisiaj zrobić? Z czego jestem zadowolona? Ok, jedziemy!

1. Po pracy pojechałam na zakupy spożywcze.
2. Znalazłam chwilę by zrelaksować się w wannie.
3.Zaparkowałam równolegle tyłem.
4.Spędziłam miły wieczór w kawiarni.
5.Napisałam wiersz.

30 dni na rozbrojenie Kulfona

30 dni, podobno tyle potrzeba by wykształcić nowy nawyk.
Ja chcę sobie wykształcić nawyk pozytywnego myślenia, oraz zwiększyć swoją samoocenę.

Plan jest prosty. Przez najbliższe 30 dni będę rozbrajać Kulfona. Każdego dnia ,znanim położę się do łóżka będę zapisywać 5 pozytywnych rzeczy które przytrafiły mi się tego dnia. Może to być też coś takiego ,co udało mi się zrobić dla siebie, coś z czego się cieszę, z czego jestem dumna. Kiedyś juz pisałam o czymś  podobnym -> projekt szczęście <-, ale tym razem chodzi o to, by każdego dnia uchwycić pozytywy na kartce papieru , bądź wystukać je na klawiaturze. Ja będę starać się robić to drugie, abyście mogli śledzić moje postępy. 

Wytrwałości! :D

wtorek, 8 października 2013

marzenie nr 18 spełnione!

Jadę sobie przez miasto moim własnym dwuśladowcem! :D Wiatr pieści moje włosy przez otwartą szybę a z podkręconych głośników leniwie sączy się muzyka. Ja, ubrana w jasnożółtą bluzkę, którą kupiłam sobie dzień wcześniej z myślą o przejażdżce na słoniu, uśmiecham się szeroko. Ach...już widzę siebie oczyma wyobraźni na tym potężnym zwierzęciu ,które mozolnie stąpie na przód.
Biorę głęboki oddech po czym ukradkiem spoglądam w kierunku papierowej torby, w której pokornie czeka zakupiony przed paroma minutami przewodnik po Singapurze :) Zaczynamy odliczanie! Whoop Whoop! :D

poniedziałek, 7 października 2013

każdy jest równy

Tak często o tym zapominam. Tak często sama wdeptuję siebie w ziemię. Tak często zakładam, że nowo spotkana osoba jest ważniejsza ode mnie, a przecież każdy jest równy. Każdy z nas ma prawo BYĆ. Tu i teraz.

Tak często czuję się jak bezradne dziecko, które nie ma prawa pokazywać co czuje. Nie ma prawa czuć. Nie ma prawa pytać. Nie ma prawa chcieć inaczej....

Wszyscy jesteśmy równi. Wszyscy jesteśmy równi. Wszyscy jesteśmy równi! Powtarzam to w myślach jak mantrę w nadziei, że pomoże.

                    

środa, 2 października 2013

kulfon, kulfon co z ciebie wyrośnie? Terapia - jedenasty tydzień

Mam takiego Kulfona, który siedzi sobie na moim prawym ramieniu. Siedzi i zrzędzi. Minę ma skwaszoną, włosy potargane i tak łypie na mnie posępnym okiem powtarzając w kółko to samo:

- nic nie potrafisz
- jesteś beznadziejna
- jesteś głupia
- jesteś brzydka
- powinnaś to zrobić wcześniej
- powinnaś to zrobić szybciej
- powinnaś to zrobić lepiej
- powinnaś....bla bla bla....
I tak do porzygania, a ściśle mówiąc do czasu kiedy to złapię doła i nawet dupska z kanapy nie chce mi się ruszyć.
Choć Kulfon był ze mną od zawsze, dopiero wczoraj zdałam sobie sprawę z jego istnienia.

Kulfon, do tej pory w większości przypadków wygrywałeś ,ale teraz zostałeś zdemaskowany! Zobaczymy jak sobie poradzisz z moim racjonalnym umysłem! Teraz na każde twoje negatywne słowo postawię kontrę! In your face bitch!!! ;)


wtorek, 1 października 2013

mój gwiezdny kawałek podłogi

Otworzyłam oczy a on już był. Jak to się stało? Czyżby w nocy przyniosły go księżycowe muchy? Ale dlaczego?
 Poliż go - odezwał się Tosiek
- Skąd ty się tu wziąłeś?
- Spałem pod komodom.
- Czyli wiesz jak to się tu znalazło?
- Może.
- Gadaj!
- Poliż go!
Ostrożnie dotknęłam szkiełka koniuszkiem języka.
Mmm....musiał odpaść z mlecznej drogi - pomyślałam. Polizałam go jeszcze raz, tym razem śmielej wyciągając język by skosztować gwiezdnego pyłu i w tej samej sekundzie obudziłam się...Stałam na granatowym polu pośród sierpowatych księżyców chwiejących się na cieniutkich nóżkach.
- Co się tak gapisz?! - powiedział jeden z nich.
- Szukam księżycowych much - odparłam rozglądając się wkoło.
- Tu ich nie znajdziesz, odleciały na gwiezdną drogę.
Nie mówiąc nic odwróciłam wskazówki zegara i znów znalazłam się na łóżku ze szkiełkiem w dłoni lekko przytkniętym do języka. Słodkie.... nieba....
- Czego nie ma? - podłapał Tosiek
- Nieba! Nie ma nieba na księżycu - odpowiedziałam, po namyśle dodając - i much też nie ma.