Pokazywanie postów oznaczonych etykietą terapia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą terapia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 lipca 2014

mogę ale nie muszę

Lubię taką pogodę! Jak leje czuję się najlepiej, bo jak świeci słońce to już do czegoś to zobowiązuje. Bo jak tak można siedzieć cały dzień w domu jak za oknami lato w pełni? A jak leje to nie ma żadnych zobowiązań. I dobrze! Wtedy najbardziej chce się coś robić. No bo nie trzeba :D

Właśnie wróciłam z terapii. Kolejny raz rozmawialiśmy o tym by dać sobie wybór. Mogę ale nie muszę, więc zrobię bo czemu nie :D Muszę, więc nie robię, ponieważ za cholere nie chce mi się. Tak mniej więcej działa to u mnie. Dać sobie wybór.

I może coś zrobię, a może nie.

czwartek, 26 czerwca 2014

wyuczona beznadziejność

Przypomniało mi się.
Przypomniało mi się ,że poroniłam. To tak jakby ktoś splunął mi w twarz i wykrzyczał ''JESTEŚ DO NICZEGO!!!"
Tak właśnie się dzisiaj czuję.

W poniedziałek na terapii wzmacnialiśmy pozytywne obrazy. Dzisiaj ich w moim umyśle brak.
Czy to regresja?

piątek, 20 czerwca 2014

wsłuchać się w siebie

No i wylądowałam! Znów na kozetce, ha! Muszę przyznać ,że bardzo się cieszę. Po 8 miesiącach przerwy wróciłam, by kontynuować pracę nad sobą. No to jazda!

Wiedzieliście ,że niewypowiedziane słowa grzęzną w gardle powodując fizyczny dyskomfort? Taka ciekawostka z mojej ostatniej sesji.

A dla tych którzy się interesują rozwojem osobistym proponuję ciekawy artykuł <klik, klik >

niedziela, 15 czerwca 2014

kolejny raz

Znalazłam! Ha!! Czyli nie jestem szalona! Cieszę się, że są ludzie którzy myślą podobnie.


W poniedziałek zaczynam terapie. To będzie już moje czwarte podejście,
ha!  Ale jest postęp! Tym razem wiem czego napewno nie chcę!

wtorek, 10 czerwca 2014

wracam

Wstaję rano i nie robię nic. Można? Moszna. Zatem leżę jak zwierzę i obmyślam nowy plan.

Zawsze jak wracam z wakacji dostaję doła. Co ja pącze! Doła mam niemal przez cały czas ,ha! Taki warkocz przeplatany humorem.
Kogo ja właściwie chciałam oszukać? Komu zaimponować? No przyznaj się mały dziadu! W każdym razie nie wyszło.

Ślimaczym krokiem do mety.
Postanowiłam! Klikam ''utwórz'' i w tytule piszę ''terapia''.
Projekt ''bobas'' wstrzymany. W uszach nadal dźwięczą mi słowa '' nie zawsze udaje się za pierwszym razem''.
Niby tak , ale my przecież jesteśmy Koseccy - Bąkowscy! Czemu smutne historie muszą się nas imać? Wydarzenia majaczą jak sen. Może mi się to tylko wydawało? Nic wielkiego. Bywa.
Nic się nie dzieje bez powodu, wszystko do czegoś prowadzi - oto moja dewiza.

Nowy plan, na kolejne 6 miesięcy. Jeśli tylko będę codziennie pracować nad zmianą, powoli, powolutku... Za szybko spoczęłam na laurach. Teraz wiem. Mądrzejsza o kolejne doświadczenie.
Czy następne pół roku jest w stanie coś zmienić? Pragnę wierzyć że TAK!

poniedziałek, 14 października 2013

terapia - jedenasty tydzień

Rezygnuję. Nie mam ochoty ani siły. Ugrzęzłam.

Mogę nienawidzić tych ,którzy sprawiają że czuję się źle, ale pod koniec dnia to ja jestem winna temu że tak jest. To nie ich problem, to mój, więc agresję kieruję do środka. Nie jestem smutna, ja się nienawidzę ,za to co myślę i czuję. Za to co robię sobie...

Wszystkie plany i marzenia wydają się być głupią fasadą. Wszystko co tworzę i czym myślę, że jestem. Kolejny raz się zgubiłam. Kurwa! Którędy droga?


środa, 2 października 2013

kulfon, kulfon co z ciebie wyrośnie? Terapia - jedenasty tydzień

Mam takiego Kulfona, który siedzi sobie na moim prawym ramieniu. Siedzi i zrzędzi. Minę ma skwaszoną, włosy potargane i tak łypie na mnie posępnym okiem powtarzając w kółko to samo:

- nic nie potrafisz
- jesteś beznadziejna
- jesteś głupia
- jesteś brzydka
- powinnaś to zrobić wcześniej
- powinnaś to zrobić szybciej
- powinnaś to zrobić lepiej
- powinnaś....bla bla bla....
I tak do porzygania, a ściśle mówiąc do czasu kiedy to złapię doła i nawet dupska z kanapy nie chce mi się ruszyć.
Choć Kulfon był ze mną od zawsze, dopiero wczoraj zdałam sobie sprawę z jego istnienia.

Kulfon, do tej pory w większości przypadków wygrywałeś ,ale teraz zostałeś zdemaskowany! Zobaczymy jak sobie poradzisz z moim racjonalnym umysłem! Teraz na każde twoje negatywne słowo postawię kontrę! In your face bitch!!! ;)


środa, 25 września 2013

terapia - dziesiąty tydzień

Tym razem nie było tak źle. Przez calutką godzinę analizowaliśmy zmienność moich emocji. Istna huśtawka.
Ciekawe jest to,że tak łatwo można wpaść w pułapkę własnych myśli i raz po raz zataczać błędne koła dopóty, dopuki ktoś nam tego nie uświadomi i nie przedstawi na diagramie ;)


Poza tym wróciłam do treningu. Mam też kilka fajnych pomysłów, które chcę zacząć powoli realizować. Czyżbym znów była na fali???

środa, 18 września 2013

po - terapia, dziewiąty tydzień

Nie poszłam do pracy. Nie mogłam wyobrazić sobie siebie siedzącej za biurkiem i uśmiechającej się do klientów. Broń Boże miałam bym jeszcze kogoś trenować. Nie chciałam iść też na terapię, ale w głębi serca wiedziałam, że to jest moja jedyna nadzieja.
Wczoraj byliśmy tam razem. Mało pamiętam. Płakałam, ale nie tak jak zawsze. Inny temat. Inna atmosfera. Inna ja. Wypompowana. Nieobecna. Zła.
Zła na to, że tak bardzo muszę się starać by móc jakoś funkcjonować.

Chuj strzelił kolorowe karteczki o których ostatnio pisałam. W dzikim ataku furii zerwałam wszystko ze ściany.

Bilans strat:

1. potrzaskany kubek
2. potrzaskana miska
3. potrzaskane takie małe gówno na jajko
4. dwie podarte książki
5. dwa rozbite jajka
6. rozbity ziemniak ( ziemniaki niestety nie są dobrymi materiałami na wyładowanie złości )
7. ośliniona poduszka ( przynajmniej 3 razy dziennie w nią krzyczę )

Wreszcie zaczynam wyrażać swój gniew...

wtorek, 17 września 2013

przed

Rozdarta, zestresowana, przygnieciona i z nuklearną bombą złości w środku. Złości i gniewu, którego już nie potrafię okazywać. Kiedyś wpadałam w furię, wrzeszczałam na całe gardło, szarpałam się, wyrywałam  i rzucałam czym się da. Dzisiaj myślę, że musiała bym zatłuc kogoś na śmierć by odzyskać rónowagę...Boże, na samą myśl ciarki przebiegają mi po grzbiecie.

Jestem, ale nie chcę taka być. Nie mam już sił.

Spać. Zasnąć i urodzić się na nowo...
Czuję że zbliżam się do końca i albo wyjdę na prostą albo oszaleję...

środa, 4 września 2013

terapia - ósmy tydzień

Proste ćwiczenie, niby nic wielkiego...

Terapeutka podaje mi lusterko do ręki.
Jeśli będzie się Pani czuła niekomfortowo , to od razu to zakończymy - uspokaja mnie swoim miekkim głosem. Już wiem co dalej chce bym zrobiła.

Biorę lusterko do rąk. Niepewnie. Czuje jak zaczynam się spinać. Jeszcze coś innego zaczyna się dziać. Łzy. Nie po raz pierwszy tego dnia spływają delikatnie po mioch policzkach. Jak zaklęta siedzę nieruchomo z lusterkiem na kolanach.
Nie mogę - szepcze po chwili. Boję się...Wstydzę, bo wiem co zobaczę w swoich oczach. Bezdenny smutek, bo nikt mnie wtedy nie potrafił przytulić. Bezgraniczny żal, bo zawsze trzeba było spełniać jakiś warunek by zasłużyć na miłość...

Może mi Pani coś obiecać? - pyta terapeutka, po czym pada pytanie.
Tak - odpowiadam cicho na jej prośbę, zastanawiając się w duchu ile jest warte moje słowo?

środa, 28 sierpnia 2013

terapia - siódmy tydzień

Każdego ranka rodzimy się na nowo powtarzając te same błędy wczorajszego dnia.

To był ciężki dzień. Wiele łez zostało wypłakanych. Czasem sama się sobie dziwię ,że aż tyle mam ich w swoim repertuarze.

Wczoraj rozmawialiśmy o tym czemu nienawidzę siebie. W trakcie mojej bezENDnej ( tak sobie wymyśliłam z angielskiego ) listy pada pytanie z ust terapeutki:

- Co jest dobrego w Tobie?

Cisza. Wzruszam tylko ramionami pomiędzy kolejnym wycieraniem smarków.
Po krótkiej chwili pada kolejne:

- Czym się różnisz od swojej mamy?

- Ja próbuję - odpowiadam bez wahania.


wtorek, 27 sierpnia 2013

torn

Myślałam że mam to już za sobą. Myślałam ,że o śmierci ojca będę mogła rozmawiać bardziej swobodnie. Gówno! Gówno! Gówno!
Czy już zawsze tak będzie?! Czy zawsze ten temat będzie wywoływał we mnie falę emocji?!
Powiesił się i co kurwa z tego?! To przecież było tak dawno...

To nie jego nienawidzę za to co zrobił, tylko siebie za to co teraz czuję.

Boję się iść dzisiaj na terapie. Boję się że usiądę na tej kanapie i zacznę od razu ryczeć, a przecież czeka mnie jeszcze dzień w pracy.

wtorek, 20 sierpnia 2013

co tydzień płacę komuś po to, by moć się wypłakać - szósty tydzień terapii

W głowie mi się nie mieści ,że moża siebie lubić albo nie lubić. Toż to jestem tylko jedna i nawet słowo ''kocham'' wydaje się być niewystarczjące, lecz mimo tego ,za każdym razem gdy patrzę w lustro przypomina mi się jak bardzo sobą gardzę.

Jako dziecko nie miałam prawa do tego by okazywać swoje uczucia i emocje. Teraz te wszystkie, kiedyś zamknięte głęboko na dnie w sejfie bez dna, krzyczą by je wypuścić.
Łzy zawsze były dla mnie oznaką słabości. W moim rodzinnym domu nigdy nie było na nie miejsca. Wydawać by się mogło, że te niewypłakane po prostu wysychają ,ot tak. Lecz prawdą jest, że one czekają pokornie w ukryciu by kiedyś wyjść na światło dzienne.



środa, 14 sierpnia 2013

uwaga - piąty tydzień terapii

Szukam, bo nie dostałam jej wraz z pakietem standardowym , a teraz uczę się jak samemu sobie ją dawać.

Czasem mi się uda, czasem się do siebie przytulę, pogłaskam po policzku lub powiem miłe słowo gdy jestem smutna. Ostatnio nawet podałam sobie rękę. Dosłownie. Prawą ręką uścisnęłam lewą i powiedziałam cicho ''cześć, jestem Magda''. Łzy leciały strumieniami a ja czułam się przy tym jak totalna kretynka , debil jakiś, bo kto robi takie głupie rzeczy?!
A wczoraj proszę, wczoraj na terapii dowiedziałam się , że to duży krok na przód.

Polubić siebie, poznać, zaakceptować i być swoim przyjacielem ( może nie do końca w takiej kolejności ,ale tak lepiej brzmi).


środa, 7 sierpnia 2013

tu i teraz - terapia, czwarty tydzień

Zapytaj mnie o plany na następny tydzień, miesiąc , rok , czy 5 lat. Zapytaj jak często myślę o zdarzeniach z przeszłości lub, jak często zawieszona gdzieś w obłokach tworze kolejne scenariusze do zdarzeń które nie miały miejsca. Spróbuj mnie utrzymać przy rzeczywistości, a poczujesz mój rosnący dyskomfort.
Myślenie hipotetyczne - wchodzę do szafy i w mgnieniu oka jest w tej swojej pierdolonej Narnii. Zawsze tam. Nigdy tu.

Kryzys. Po czwartej sesji dosięgnął mnie kryzys, zastój psychiczny, leń, marazm, zniechęcenie, posucha i martwota.  Wiem i rozumiem ,ale nie potrafię ruszyć z miejsca. To tak, jakbym miała masę w ręku ale nie umiała z niej nic ulepić.


środa, 24 lipca 2013

co bym zrobiła gdybym nie analizowała? - trzeci tydzień terapii

Często czuję dyskomfort gdy jestem w towarzystwie innych ludzi. Zastanawiam się co powiedzieć i co zrobić by poczuć że....przynależę do danej grupy? Analizuję każdą chwilę, po to by uzyskać odpowiedź na pytanie: dlaczego się tak czuję/czułam w danym momencie. Często popadam przez to w depresję , ponieważ obwiniam się za swoje zachowanie i wyrzucam sobie każde potknięcie, bo źle coś usłyszałam, bo przekręciłam jakiś wyraz, bo ktoś mnie źle zrozumiał , bo nie śmieszył mnie żart , a może powinien? Co ze mną jest nie tak? Czemu muszę się tak czuć? Czemu nie potrafię po prostu wyluzować? Czemu nie powiedziałam tego? Czemu nie zrobiłam tamtego? I tak oto lawina pytań wpędza mnie na samo dno ,a tam spotykam się z murem złości, frustracji i niezadowolenia.

Znaleźć złoty środek:

Czasem, choć przytrafia mi się to bardzo rzadko, takie analizowanie pewnych sytuacji które się zdarzyły albo jeszcze nie miały nawet miejsca, przyczynia się do konkretnych działań. Czasem analizuje i wynoszę z tego konstruktywne wnioski ,i w tedy wiem, że mogę daną sytuację , zachowanie, uczucie zmienić na tyle na ile potrafię.

Więcej robić mniej analizować. Teraz trzeba nad tym popracować by takie konstruktywne zachowanie weszło mi w krwiobieg.

Następną terapie mam za dwa tygodnie a tymczasem zabieram się do pakowania letnich ciuchów. Wakacje!!! Jednak nie zamierzam próżnować w tym czasie. Zabieram ze sobą kolejną książkę B.Pawlikowskiej pod tytułem ''Księga kodów podświadomości'' czyli akurat temat bardzo kompatybilny z tym co przerabiam na terapii.

PS: Spotkałam dzisiaj na Ranalagh ( Dublin 6 ) króla Joffrey'a z Gry o tron. Jadł lunch , mniemam że z mamą ( nie mylić z Cercei ) Nie miałam jednak jaj ( no shit sherloock , przecież nie jesteś facetem)  by podejść , pokłonić się i powiedzieć ''Your grace''. Co innego gdyby to była Khaleesi :D



czwartek, 18 lipca 2013

wszystko albo nic - drugi tydzień terapi

Wczoraj na terapii zdałam sobie sprawę że myślę tylko w kategoriach białe - czarne, czyli: teraz albo nigdy, wszystko albo nic i albo jest zajebiście albo mega chujowo , a po między tymi wyznacznikami jest jedna wielka dziura , gdzie nie ma kompletnie nic. Łatwo wpadam z jednej skrajności w drugą bo nie nauczyłam się że może być po prostu OK. Niewłaściwy komentarz , krzywe spojrzenie, takie najmniejsze drobnostki bez większego znaczenia ( bo włosy nie chcą się ułożyć , bo metka mnie uwiera, bo ptak się zesrał tam gdzie nie powinien ) potrafią wyprowadzić mnie z równowagi i wprawić w zły nastrój. Nie zawsze te same współczynniki odgrywają tę samą rolę ,ale z reguły tak to mniej więcej wygląda. I teraz pytanie, gdzie szukać tego zaginionego środka tej czarno - białej skali? Ano trzeba zacząć od uświadomienia sobie na ile procent oceniam swoje osiągnięcia. Jak bardzo jestem zadowolona z tego co mam w skali od 0 do 100?

Na różowej kartce , w pokoju terapeutycznym napisałam:

* praca 60%
* ciało 60%
* związek 80% - 90%
* życie towarzyskie 60%
* finanse 50%
* nowy dom 80%
* hobby 60%
* rozwój osobisty 80%

I tak moja zaginiona arka - środek skali chujowo-zajebiście - została odnaleziona :) Brawo! I dopiero jak zobaczyłam te wszystkie procenty mojego życia przed sobą , zapisane starannie na kartce pomyślałam - nieźle ,jestem całkiem z siebie zadowolona!:D

Z serii ''załapane na gorącym uczynku". To moje śniadanie dziady, oddawać!!! :D Kocham was laksiarki ♥



poniedziałek, 8 lipca 2013

mam prawo - czyli pierwszy tydzień terapi

Dzisiaj dowiedziałam się że mam prawo, i nie że MOGĘ bo tak chcę , tylko że MAM PRAWO , bo tak już jest. Niby wiadoma sprawa , a jednak jak sobie o tym pomyśle to czuję się wolna, wolna od wyrzutów sumienia, które nawiedzają mnie raz za razem kiedy na przykład dobrze się bawię, albo nie chcę czegoś zrobić.

Zmienić swój sposób myślenia - czyli tworzenie nowych połączeń neuronowych

Nie jest łatwo nauczyć się nowych przekonań, ani tym bardziej oduczyć się starych, więc czasem lepiej jest zamieść brudy pod dywan i udawać że ich tam nie ma. Jest to sposób dobry ale tylko na jakiś czas. Prędzej czy później cały syf wyjdzie na wierzch i, albo znowu starannie wszystko wyląduje pod dywanem albo raz a porządnie posprząta się by zapanował wreszcie wewnętrzny spokój i porządek.

Dostałam zadanie domowe, trzy zdania które mam sobie powtarzać w myślach przez zaśnięciem przez minute - bo żeby powstały nowe przekonania , trzeba je najpierw wklepać do łba tak jak dane do komputera. Tak więc życzę sobie dużo wytrwałości z tym pozornie łatwym zadaniem. Cheers!


środa, 3 lipca 2013

dzieje się

Postanowiłam zrobić coś z tym ,że czuje się tak chujowo. Zaczęłam więc od badań krwi.
Nie jestem raczej krwio - wstręciuchem i pobieranie krwi nie jest mi nowe ani straszne, ale dzisiaj muszę przyznać że już prawie odleciałam na tym krześle ( prawie jak po ciasteczku w Amsterdamie heh :P ) Teraz czekam na wyniki.

W poniedziałek zaczynam terapię poznawczo - analityczną ( CAT ) i tym razem jestem nastawiona na sukces! W zeszłą sobotę byłam na konsultacji u psycholog i wyszło na to , że właśnie terapia behawioralna może mi pomóc. Oki. Jestem za! Więc do dzieła!

Po za tym kupiłam sobie keyborda. To już moje drugie podejście to tego tematu :/ Ostatnio jak zdecydowałam się być wirtuozem i kupiłam sprzęt to na drugi dzień był już spakowany do oddania. ( W tym miejscu pozdrawiam firmę Argos ,dzięki której tak łatwe jest oddawanie niefortunnych zakupów ) Wracając do tematu: Keyborda kupiłam , pograłam , oddałam i na tym się cała akcja zakończyła, po czym po kilku miesiącach znowu dostałam natchnienia. Tak! To będzie to! Tym razem na pewno! ( Czasem wydaje mi się że jestem mega uzdolniona i jak tylko się za coś zabiorę to od razu cała wiedza i umiejętności nadejdą z nie wiadomo skąd - bitch, please :/ ) No więc, jak możecie się domyślić po kilku kliknięciach w klawisze Beethoven'em nie zostałam ( o dziwo! ) ,więc trafił mnie szlag i tak jak poprzednio, zakup wylądował na stole z  karteczką ''na chuj mi to było'' i teraz pokornie czeka na oddanie.